Edukacja poprzez sztukę – wolontariat w Biharamulo w Tanzanii.

Wyjechały… tzn następna będę ja!

Wczoraj rano odjechaly dwie wolontariuszki, Diko i Viki, ktore wraz ze mna stawialy pierwsze kroki na afrykanskiej ziemi. Dziewczyny zakonczyly projekt, ja powoli koncze druga serie warsztatow. Wspieraly mnie dzielnie podczas zajec z dzieciakami. Ostatniego dnia ich pobytu zaspiewalismy wspolnie polskie piosenki. Dzieci namalowaly obrazki, ktore trafia do Polski.

Olga

No to pomalowane

Gotowe! Skonczylismy malowanie …

Najwieksza zasluga lokalnego artysty.
Dla Lenina: KLASK!
Nie potrzeba slow…

Lariam day

Tylko cztery tabletki zostaly w moim opakowaniu, tzn. ze zostalo tyle samo tygodni moje pobytu w Tanzanii. Jak zawsze w srode, wieczorem zazywam potrzebna dawke, chociaz komarow w Biharamulo jak do tej pory, nie ma za duzo. Efektem ubocznym zazywania tego leku malarycznego moga byc koszmary nocne. Juz nie raz kogos widzialam obok lozka, pewnej nocy ktos uderzyl mnie w plecy. Wciaz nie jestem pewna czy to dzialanie lariamu czy wspollokatorek :P

Jak zawsze w weekend bawilismy sie z dzieciakami na ogromnym boisku. Rewelacyjne widoki, ktore mozna stamtad podziwac, nieograniczona przestrzen, jest to idealne miejsce do gry w pilke nozna, siatkowa, koszykowke, czy inne gry i zabawy zespolowe. Nawet czerwony pyl w niczym nam nie przeszkadza, a na naszej skorze wyglada jak piekna opalenizna. Zabawa w tunel, nawet bez muzyki, czy rywalizacja w przeciaganiu liny dostarczaja wiele emocji i radosci. Ostatnio nawet koszykarze nauczyli sie tanczyc swinga w uliczce, narzekali tylko na partnerow do tanca, niestety plec piekna byla juz w domach. Dopiero, gdy nie jestesmy w stanie widziec nadlatujacej pilki przerywamy gre, dziekujac wzajemnie za wspolnie spedzony czas. Jeszcze z oddali slyszymy polskie dobranoc, nastepnie udajemy sie na zimna sode, cola dla Agi Kakol i dla mnie, Diko preferowala fante.

Wracamy na parafie, zabieramy reczniki z pokojow i udajemy sie pod kran na swiezym powietrzu, gdzie myjemy wlosy. Teraz czas na kolacje, a potem obserwowanie, na kocyku, gwiezdzistego nieba.

Rano budzi mnie spiew ptakow (kukulka fr. Josepha) i zawsze Aga Kakol wita mnie jednym wersem piosenki :) potem juz z daleka czuje zapach niebieskiej farby, ktora powoli przykrywa mury Maryjnej kapliczki. Panowie jak ranne skowronki, chwytaja za pedzle, gdy tylko slonce oswietli im sciany. Jutro jeszcze czeka nas malowanie progow kosciola, tym razem zrezygnowali z blekitu na rzecz czarnej farby.

Jest juz ciemno i pozno, leze na kocu przed naszymi pokojami… usiku mwema!

Olga

Połowniki

Minęła połowa! Musa, Temi, Rucia… dopiero teraz pamiętam ich imiona. Przed chwilą przedstawiali mi sie po raz pierwszy, a za chwilę będę musiała się z nimi żegnać. Dzieciaki, których wszędzie pełno. Wracają z przedszkola, idą po wodę z wielkimi kanistrami, biegają bawiąc się oponami, opiekują się rodzeństwem. Dzielnie wykonują swoje codzienne obowiązki. Następnie przychodzi czas na rozpoczęcie zajęć. Afrykański czas, więc cierpliwie czekamy na wszystkich uczestników. Zaczynamy od zabawy, do której w każdej chwili mogą dołączyć nowe osoby. Malujemy, rysujemy, kolorujemy…

cdn.

Kościół

Lokalny artysta Lenin zaczal malowac obrazy, idzie mu to bardzo sprawie. Ale wszystko po kolei. Na poczatku za pomoca papieru sciernego usuwalismy wszelkie nierownosci oraz pozostalosci farby olejnej. Nastepnie nalozylismy warstwe farby akrylowej, potem kolejna, w koncu trzecia warstwa rownomiernie pokryla sciany. Jednak nie wszystko szlo szybko i sprawnie. Kosciol w najwyzszym punkcie ma 7 m wysokosci, dlatego niezbedne bylo przygotowanie odpowiedniego rusztowania. Wysoka, stabilna, bezpieczna to tylko niektore cechy, ktore powinny znalezc sie w opisie tej konstrukcji. Prawie nam sie udalo… Zaczelismy od lasu, gdzie wybralismy opowiednie drzewa. Projektowalismy, dokladnie mierzylismy, dazylismy do tego, aby nasze rusztowanie bylo uniwersalne, poniewaz problematyczne byly sciany boczne w ksztalcie trapezu.

W ruch poszla panga – lokalne narzedzie, ktore umozliwia rabanie, siekanie, wykopywanie samochodu z rowu, jest takze pomocne w wielu innych sytuacjach.

Teraz nalezalo tak ustawic lawki w kosciele, aby miec wystarczajaco duzo miejsca aby zbic deski. Po wygospodarowaniu odpowiedniej przestrzeni moglismy zaczac wnosic pale do kosciola. Niezbyt duze drzwi wejsciowe skutecznie uniemozliwialy jakiekolwiek manewry. Jednak po wielkim wysilku moglismy zaczac stawiac nasze rusztowanie, ktore okazlo sie za ciezkie. Przyjechal stolarz i skonstruowal nowe cudo.

Malowanie trwa…

Szaleństwo

Mieszkańcy Biharamulo zainspirowani warsztatami postanowili odświeżyć kościół. Na ścianach zostaną namalowane obrazy z Pisma Świętego. Miejscowi wolontariusze zaczęli od prac porządkowych. Czyszczenie czerwonych ścian od pyłu unoszącego się wszędzie, bezustannie trwa. Kolejne wieści … wkrótce!

Dni są policzone

Miesiąc za nami! Braki w dostawie prądu uniemożliwiają mi częste zamieszczanie notek na blogu, a jest o czym pisać. Dzieciaki czekają na nas przy parafii. Pojawiają sie nawet przed 15:00. Następnie razem ruszamy do przedszkola, gdzie odbywają sie zajęcia.

W ruch poszły farby. Plakatówki dostarczyły tyle radości, że maluchy z otwartymi ustami słuchały instrukcji, by później przenosić swoje marzenia na kartki. Za nami również tydzień z matematyką. Dzieci poznały pierwsze liczby, więc teraz skaczą na skakance, licząc głośno po angielsku, rywalizują o tytuł mistrza. Pracujemy z najmłodszymi, którzy znają wyłącznie język swahili. Tak wiec wprowadzane angielskie słówka są dla nich nowością.

Zostaliśmy również zaproszeni na tradycyjne gotowanie “Sambusy”. Na początku zakupy  potrzebnych produktów. Coraz częściej słyszymy rafiki price niz muzungu price (rafiki – przyjaciel, muzungu – białas). Następnie szukanie chatki zaprzyjaźnionej nauczycielki. W końcu: ubranie tradycyjnych chust, przejście do kuchni i gotowanie. Naleśniki ze specjalnej mąki, podsmażane warzywka, zmieszane z mielonym mięsem, to wszystko, a także niewiarygodna precyzja i oddanie głównej kucharki oraz cierpliwość do nas pozwoliły na wypieczenie pyszności.

I tak nasze codzienne zajęcia staja sie niezapomnianymi wspomnieniami.

Chcecie banana?

To juz 28 lipca 2009 roku. Dni na afrykańskiej ziemi mijają bardzo szybko! Za nami już 6 dni warsztatów z dzieciakami. Czterogodzinne zajęcia odbywają się od poniedziałku do czwartku.  Kolorowe kredki, farby, kartki, flamastry, to tylko niektóre z licznych atrakcji, które czekają na wszystkich chętnych z Biharamulo.
W weekendy doskonalimy wraz z podopiecznymi umiejętności potrzebne do odbijania, kopania, podawania, rzucania rożnych rodzajów piłek. Szalejemy na boisku bezustannie.

PADAŁ DESZCZ!

Pierwsze krople spadające na motto glebę uradowały nas niezmiernie. Taniec w deszczu był bardzo upragniony, bo od dwóch dni nie mięliśmy wody. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę ze skutków jakie niesie ocieplenie klimatu. Wam w Polsce temperatury skaczą do góry, my w Tanzanii o poranku szukamy gorączkowo, zapakowanych od niechcenia swetrów, które dotychczas tkwiły na dnie torby.

Banana? Jemy go tutaj w każdej formie. Banan ugotowany, smażony, z fasolą, zmieszany z rybą. Siostry bardzo się starają, żeby urozmaicić nam posiłki. Rano – pyszna kaszka z paczkami i dżem simba. Obiad oraz kolacja są ciepłymi posiłkami, na które składa się między innymi wspomniany już banan. Surówki są rewelacyjne, od czasu do czasu pojawia się coś podobnego do szpinaku. W niedzielę są nawet ziemniaczki.

Otwartość mieszkańców zadziwia, jesteśmy tutaj tak krótko, a czujemy się jak u siebie. Uśmiechy dzieciaków ciągle nam towarzysza.
Doceniamy tutaj proste rzeczy… które wcześniej nie były dla nas tak istotne.

Ściskam Was mocno!

Hakuna matata!

To juz kolejna proba umieszczenia notatki na blogu. Juz pierwszy tydzien minal na afrykanskiej ziemi. W czwartek pojawilysmy sie (Agnieszka Dikolenko, Viktoria Savkiv i ja) na lotnisku w Kigali, gdzie proboszcz czekal z wielkim transparentem “Witamy w Biharamulo”. Jednak tam dotarlismy dopiero w piatek wieczorem, zachwycajac sie po drodze …wszystkim!

Poznawanie kultury oraz podstawowych slow w jezyku swahili na szkoleniu poprzyjazdowym bardzo pomaga w integracji z lokalna spolecznoscia. Kochane dzieciaki i mnostwo robactwa, niebo pelne gwiazd, moskitiery, 2h msze, przerwy w dostawie pradu oraz wody i czerwony pyl, unoszacy sie wszedzie, sa juz nasza codziennoscia. Nie ma wezow!!! Jak na razie :P

6-cio godzinna podroz na zakupy do Mwanzy dostarczyla nam wiele wrazen. Miedzy innymi mnostwo wstrzasow spowodowanym brakiem asfaltowej drogi. Byl rowniez prom i pierwsze propozycje bycia zona :]

Od poniedzialku zaczynam zajecia z dzieciakami. Mamy za soba zajecia sportowe. Pierwsze mecze pilki noznej z 50-tka zawodnikow na murawie i z problemem rozpoznania czlonkow swojej druzyny. Bezustannie towarzysza nam spiewy i tance!

A jak tam w Polsce? Szalone wakacje? Moja poczta na interii dziala wiec prosze pisac :] co prawda, nie zawsze jest prad czy internet, ale HAKUNA MATATA!
Mam ciekawe sny o Was, oby nie prorocze :D Pozdrawiam Was wszystkich, w szczegolnosci moja rodzinke :*

Olga

Misja rozpoczęta!

Było pakowanie, była podróż, powitania na lotnisku, pierwsze poznane osoby. Olga Opioła rozpoczęła swoją kilkumiesięczną misję w Biharamulo w Tanzanii!

Partnerzy

Polska Pomoc
Obrazek

Olga Opioła to ja. Studentka Politechniki Śląskiej, pierwszy rok - Zarządzanie. Bóg dał, że mogę w tym roku wyjechać jako wolontariuszka do Tanzanii. W SWM znalazłam się dzięki mojej siostrze Marcie. Wraz z wolontariuszami z Zabrza działamy w okolicach naszego regionu. Oprócz Marty mam jeszcze trzech braci: Marcina (został tatą!), Daniela (wciąż czekamy na dziecko) oraz Pawła (brat bliźniak - on jeszcze ma czas). Uwielbiam podróże, pociągi, imprezy, patrzenie w gwiazdy, wyzwania, spotkania ze znajomymi, oglądanie seriali, spanie, czytanie książek i lody (wszystkie, ale najbardziej jagodowe - najlepiej w Piekielniku).

    "Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora/autorów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP."